PODRÓŻE

Co warto zobaczyć w okolicach jeziora Bodeńskiego. Czyli listopadowy Road Trip przez 4 kraje.

16 listopada 2017

This post has already been read 1112 times!

Tradycyjnie już co roku 11 listopada uciekam z Warszawy gdzie pieprz rośnie, każda lokalizacja jest lepsza niż stolica. W tym roku, udało mi się znaleźć tanie bilety do Memmingen nowej lokalizacji, Ryanaira, niedaleko Monachium oraz Jeziora Bodeńskiego, a że nigdy nie byłam w Szwajcarii, ani w Lichtenstein a Zamek Neustwainsein jest tak blisko… Nie było dyskusji, klamka zapadła. Szybka akcja, booking.com  i tania dobrze oceniana miejscówka z widokiem na jezioro, samochód, termos z herbatą, koc, gruby szal i w drogę. Road Trip jest tym co uwielbiam ponad wszystko. Bałkańska muzyka, długie rozmowy oraz piękne krajobrazy. Jeśli chodzi Wam po głowie, wyrwać się na kilka dni w okolice Jeziora Bodeńskiego, zapraszam Was na relacje z podróży, gdzie sprzedaje gotowe tipy, co warto zobaczyć, gdzie się zatrzymać. Co my zobaczyliśmy? Co warto zobaczyć podczas 3 dniowego wypadu?

Neuschwanstein. Czyli zamek Ludwika Szalonego.

Od lat kochałam się w historii tego zamku, którego pomysłodawcą był równie interesujący Ludwik, książę Bawarski (prywatnie bliski kuzyna Sisi), który przez swoją wybujałą wyobraźnie oraz nieprzeciętny romantyzm okrzyknięty został przez społeczeństwo i historie mianem Szlonego. W tęsknocie za idealnym wyobrażeniem średniowiecznej epoki pełnej męskości, romantyzmu i szlachetności, postanowił wystawić zamek, który idealnie będzie oddawać wyobrażenia księcia o minionej dawno epoce. Nieszczęśliwie Ludwik nie doczekał końca budowy, „Bajkowego Zamku”, budowla została jednak ukończona, a w XX wieku, sam Walt Disney zainspirował się jego bryłą tworząc zamek dla Królewny Śnieżki. Do dziś nad Disneylandem oraz w logo marki góruje przepiękny zameczek silnie inspirowany dziełem Ludwika Szalonego. Lubię Szaleńców, lubię ludzi z wizją idących na przekór epoce, pod prąd wyobrażeniom otoczenia, dlatego tak silnie oddziałuje nam mnie historia tego obiektu. Sam zamek z bliska, nie jest tak imponujący jak jego historia, mimo wszystko jeśli jest się w okolicy, grzech nie zajechać i nie zmierzyć się z jego legendą oko w oko!.

 

Fussen. Małe kolorowe miasteczko

Bawaria usłana jest malowniczymi chatkami, na wzgórzach oraz słodkimi miasteczkami, w których niemal każde ma wiekową kolorową starówkę. Jednym z takich niewielkich, ale szalenie ujmujących miasteczek jest Fussen. Kolorowe elewacje oraz malunki na ścianach dodają niezwykłego klimatu! Jest to tez doskonałe miejsce na wypad do Zamku Ludwika Szalonego, 10 minut stąd jest parking, spod, którego zabierze Was  bus (nie można tam wjechać autem) na szczyt góry pod sam zamek.
Zdecydowanie Polecam, zatrzymać się chociaż na godzinkę w tym miejscu.

 

Lindau słodkie zaskoczenie

To jedno z największych zaskoczeń tej podróży. Miasto, którego nazwy nigdy wcześniej nie słyszałam. Tuz obok, naszej bazy wypadowej w Kressbron, siłą rzeczy, trzeba było się w tym miejscu zatrzymać, zweryfikować jak wygląda sąsiednie miasteczko. Stare miasto położone jest na wyspie na Jeziorze Bodeńskim, a wielkość starego autentycznego miasta mogłaby zawstydzić nie jedno zabytkowe miasto w Polsce, jak Lublin czy Poznań. Mogłabym godzinami spacerować po tych wąskich uliczkach, które urokiem, przebijały Tallin w przedbiegach. Wszystkie wieczory, spędziliśmy tu, chodząc po murach miasta, które okalają część zabudowy, podglądając ludzi siedzących w knajpkach, oraz przesiadując w Irish Pubie, gdzie poznaliśmy wielu przemiłych Niemców i Austriaków. Warto również zamówić tu bagietkę ( polecam połówkę za 4EUR, całej nie zjecie na pewno, chyba ze w dwójkę) zdecydowanie z tuńczykiem!

 

Kressbron z widokiem na jezioro

Świetna baza wypadowa, małe miasteczko, położone wzdłuż lini jeziora, na molo, z którego można obserwować Szwajcarię! Cieżko wyobrazic sobie coś bardziej relaksującego. Chętnie wróciłabym tutaj latem!

 

 

 

Bregencja, Austria jaką da się lubić

Austria w swoim kształcie przypomina plemnika, wielka główka i mały długi ogon, Bregencja to właśnie końcówka tego długiego ogona, ostatnie Austriackie miasto na Zachód. Miła miejscowość, położona w całości wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Bodeńskiego. To miasto, w którym co roku latem odbywają się niezwykłe festiwale operowo-teatralne na wodzie. ( jedna z rzeczy do zrobienia  kiedyś w życiu!) uwaga bilety rozchodzą się już w listopadzie i grudniu na następny rok! Samo miasto ma przyjemna architekturę, przypominającą mi Wiedeńskie dzielnice, a wiadomo, wszystko co przypomina Wiedeń jest miłe!

 

Liechtenstein. Vaduz po raz pierwszy, co zobaczyć?

To nie jest wielka metropolia, ciężko nawet nazwać Vaduz miastem, a co dopiero uwierzyć, że ta Alpejska mała mieścinka jest stolicą. Nie jest to też słodkie miasteczko, żeby być uczciwym trzeba powiedzieć, ze to raczej mało turystyczne, małe miasto, w którym nie zbyt wielu atrakcji. Jeśli jednak zajedziecie w te strony, by zweryfikować, czy czasem nie kłamie, zwróćcie uwagę na :

 

  • ciekawy budynek parlamentu
  • muzeum znaczków pocztowych
  • dziwne, pokraczne rzeźby w centrum
  • ogromną ilość skrzynek pocztowych, bo to tu zarejestrowane są filmy, których statystycznie więcej jest niż populacji!
  • zamek króla, do którego co prawda nie da się wejść ale, z góry roztacza się ciekawy widok na całe miasto i okoliczne winnice
  • Winnice, w samym centrum możemy trafić na kilka plantacji, po, których można spacerować oraz dokonać degustacji wina oczywiście za opłatą.
  • idźcie do sklepu, jakiegokolwiek by porównać ceny! Można doznać szoku 8 EUR za hot doga na dworcu to podstawa. Magnes na lodówkę za 9 EUR …
Vaduz, nie jest miejscem porywającym, mnie szczególnie ujął widok z góry zamkowej na całe miasto. Po za tym widoki podczas drogi z Bregencji do Vaduz (omijając autostrady) były naprawdę relaksujące, ciągłą obecność Alp w tle i niemal fluorescencyjnej zieleni pastwisk. Do Liechtenstein polecam udać się dokładnie 11 listopada, wtedy, obchodzi się tu tradycyjnie pierwszy dzień karnawału, który robi spore wrażenie, ale o tym w następnym poście!

 

Sankt Galen, krótki postój w Szwajcarii

Wracając z Vaduz, przez alpejskie urocze wioski i doliny, dotarliśmy do Szwajcarskiego Sankt Galen. Po takiej ilości małych wiosek, Szwajcarskie miasto wydaje się wręcz metropolią. Szwajcarska architektura, świąteczny klimat, witryny pełne czekolady oraz lampki rozwieszone na ulicach, sprawiły,, że poczułam świątecznego ducha! Jeśli będziecie mieli po drodze, warto tu wstąpić na kilka chwil, by rozejrzeć sie po okolicy i nacieszyć oczy, estetyką tego miasta.

 

Memmingen, gdy starczy czasu

Jeśli wystarczy Wam czasu, warto zajrzeć do Memmemingen, miasteczka, w którym mieści się mini port lotniczy, na szczęście jest rzut beretem od centrum. Bawarskie miasta i miasteczka mają świetnie zachowane starówki, które sięgają pamięcią nie raz XVI-XVII wieku, Memmingen jest trochę nowsze, jednak ciagle ma wiele uroku, dobre na krótki spacer i relaksująca kawę przed odlotem.
Rada: ustaw w nawigacji omijanie autostrad, po pierwsze ominiesz opłaty, które potrafią pociągnąć po kieszeni po drugie to najlepszy sposób by podziwiać, widoki, a to przecież krajobrazy są najwspanialsze w podróży dookoła Alp.

 

Opuszczając te rejony, miałam poczucie, że jest jeszcze wiele, miejsc do zobaczenia. Chętnie wrócę, w okolice jeziora i zobaczę jego zachodnia część, najchętniej latem. Wsród miejsc, które są na mojej liście jest na pewno Fredrichstafen, Konstancja oraz malutkie przybrzeżne wioski po szwajcarskiej stronie.

 

Pozdrawiam ciepło
Jess

Comments

comments

You Might Also Like