JEDZENIE LIFESTYLE

Katowice z moimi bengalskimi przyciolmi

29 sierpnia 2013

This post has already been read 291 times!

30 czerwca opuściłam swoje mieszkanie i udostępniłam je chłopcom, którzy napisali do mnie z couchsurffa i poprosili o wynajem mieszkania w Jaworznie. zastanawiałam się chwile nad tym, chciałam pomoc, nie udało mi się znaleźć nic na mieście, wiec zdecydowałam się udostępnić moje mieszkanie.
To była najlepsza decyzja! O tym jak wiele dala mi ta przeprowadzka napisze przy kolejnej okazji, najważniejsze jednak, ze mogłam poznać tych fantastycznych ludzi, którzy mieszkali pod moim dachem przez dwa miesiące.
Sahel i Sad – pochodzą  z Bangladeszu, dzięki nim mogłam zglebić tajniki bengalskiej kuchni i poznać filozofie ortodoksyjnych i liberalnych muzułmanów. Przeprowadziliśmy wiele dyskusji na temat sposobu życia w Europie i Azji, różnic w studiowaniu, pojmowaniu patriotyzmu i wiary, wszystko to było dla mnie bezcennym doświadczeniem. Niestety większą część czasu, gdy chłopcy przebywali u mnie podróżowałam po Europie, jednak za każdym razem gdy wracałam gadaliśmy jak najęci w kuchni, na korytarzu bądź wszędzie, gdzie przypadkiem trafiliśmy na siebie w domu:)
Przed wyjazdem na Nordkapp, umawiam się, z nimi, ze gdy wrócę, porwę  ich na wycieczkę po Katowicach i okolicy…
Zaczęliśmy od najciekawszych zakamarków Jaworzna.  Niestety mimo, całej sympatii dla miejsca, w którym żyje muszę przyznać, że nie jest to turystyczny raj:) Jest tu jednak kilka interesujących miejsc, które można  zobaczyć, m.in opuszczona Cementownia czy Sztuczny Zalew – przeznaczony do nurkowania
śmiałam sie, ze to takie nasze jaworznickie Angkor Wat 🙂 chłopcy przyznali mi racje.
Następnie odwiedziliśmy znajdujące sie na przeciwko Cementowni, Centrum Nurkowania – „Koparki”, gdzie na 30 metrach zanurzone są rożne maszyny, których z oszczędności nie wyzlomowano tylko zalano w kamieniołomie woda, nie wiedząc, ze stanie sie to największą atrakcja regionu:)
Sad, który tyle co wrócił z Chorwacji – byl zszokowany lazurowa woda w jaworznickim akwenie! 🙂
I wreszcie Katowice:) Zawsze powtarzam, ze to nie jest ładne miasto, ale jest interesujące, jeśli tylko chce sie dostrzec w nich ten specyficzny klimat i potencjał. Zacięliśmy od miejsca mi szczególnie bliskiego: CiNib-y i mojego kochanego Uniwersytetu:) miły stróż pozwolił nam nawet wejść z chłopcami do środka, co dało nam możliwość zobaczenia większej części Katowic z góry.
Ciniba – moja miłość 🙂
Krotka lekcja historii czyli, o co chodzi z ta Autonomia i po co aż trzy powstania?
Zawsze szokująca sztuka nowoczesna w Rondzie Sztuki:)
Nie wiem o co chodzi:) ale było mile w dotyku!
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym moich gości nie zabrała do mojego ulubionego miejsca – wegatarianskiej knajpki, gdzie wszystko jest tanie i pyszne. Zloty Osioł rządzi!
Lekcji historii było więcej, w końcu to Sląsk, a my z Ola jeszcze ciągle mamy głowy nabite historia śląska i jego tradycjami. Opowiadałyśmy wiec, na przemian o Korfantym, Pilsudzkim, Sejmie Saskim i jego wybitnie architektonicznie niemieckiej bryle oraz całej zagmatwanej historii tej ziemi.
takie tam świrowanie z Kasztanka:)
Na koniec juz późnym wieczorem, odwiedziliśmy moja ulubiona dzielnice tego miasta- Nikiszowiec. Chłopcy byli zauroczeni architektoniczna spójnością, a ja po raz kolejny zachwyciłam sie ta pełną uroku dzielnica, która nocą, choć średnio bezpieczna ma naprawdę wiele uroku.

Comments

comments

You Might Also Like