PODRÓŻE SLOW FASHION

Szkocka Moda

10 grudnia 2013

This post has already been read 759 times!

Podczas mojej czerwcowej podróży do Edynburga wiele rzeczy zrobiło na mnie wrażenie, szczególnie jednak zapadła mi w pamięć panująca tam moda! Oglądając wystawy sklepowe lokalnych producentów oraz naprawdę licznych vintage shopów czy pospolicie rzecz nazywając lumpexów, byłam pod nieustannym wrażeniem, że przeniosłam się w czasie! Klasyka, oldshoolowe fasony, ziemista kolorystyka, szykowne damskie garsonki, wszystko to mocno odstawało od obecnie panujących tendencji, dodawało jednak miastu szczególnego uroku. W tym wszystkim zauważyć można było pewien rys tradycjonalizmu. U nas strój ludowy, to folklor, raczej utożsamiany z kiczem i wycieczkami do etnograficznych skansenów. Tu tradycyjna szkocka krata jest wszem obecna, jest na wszystkim, a tubylcy noszą ją dumnie w postaci wełnianych szali, poncz czy tez spódnic (zarówno męskich jak i żeńskich).

Natłok lumpexów był naprawdę ogromny, a wystawy sklepowe przyciągały z drugiego końca ulicy! Swoisty uliczny wygląd tubylców też jest charakterystyczny, wyważony, bardziej klasyczny, z widoczną nutką vintage. Miałam wrażenie, że tu wszystko płynie wolniej, również moda, nie jest tu jednym wielkim pędem konsumpcyjnego szalu, ale delikatnym zrównoważonym slow . Choć niewykluczone, że to jedynie moja sentymentalna ułuda, w którą wpędziły mnie retro wystawy i mijani na ulicy ludzie. Na żadnej z głównych ulic zabytkowego miasta, nie ma wielkich sieciówek, ani popularnych dyskontów odzieżowych, co dodatkowo nadaje temu miejscu indywidualny, osobliwy charakter.

 

Prezentowane na wystawach suknie wieczorowe, przypomniały mi moje modowe retro szaleństwa sprzed siedmiu lat. Dziś w żaden sposób nie odnalazłabym się w tych dziewczęcych retro sukienkach, jednak mam wielki szacunek do wszystkich, którzy mają potrzebę iść pod prąd i nie boją się wyglądać dokładnie tak jak tego chcą, wbrew wszelkim modowym zasadom i trendom. Jeśli tylko odnajdują w tym siebie, kibicuje im z całego serca.

 

 

 

Fantastycznym źródłem wiedzy na temat historii ubioru i przemysłu włókienniczego w Szkocji jest wspomniane w moim ostatnim poście z Edynburga Muzeum . W którym na każdym piętrze w kontekście kolejnej omawianej epoki, prezentowane są stroje z danego okresu, z szczegółowym opisem oraz niejednokrotnie ciekawą aranżacją.

 

 

 

Największe wrażenie mimo wszystko robią jednak te wystawy, które możemy spotkać na ulicy. Pięknie wystylizowane w retro kreacje manekiny, mogą opowiedzieć nie jedną historię z przed kilkudziesięciu lat, wystarczy tylko chcieć ją usłyszeć…

 

 

 

 

W wielu miejscach sklepy z pamiątkami, przypominają prawdziwy wyspy tandety, tu w większości zdominowane zostały przez wełniane często naprawdę wysokiej jakości wyroby odzieżowe, oczywiście w barwną szkocką kratę dostępną w kilku wariantach kolorystycznych.

 

 

 

 

 

Ja sama sprawiłam sobie, oryginalny wykonany w całości z wełny szkocki szal, który mam nadzieje, zestarzeje się ze mną:)

 

A Wy co myślicie o wykorzystywaniu tradycyjnych elementów w codziennym stroju? Jak podobają Wam się witrynowe retro stylizacje z szkockiej ulicy? A może ktoś z Was mieszkał dłużej w Szkocji i potrafi odpowiedzieć szerzej na pytanie, jak to jest z tą prawdziwą modą wśród mieszkańców Edynburga? Czy ten vintydż z wystaw sklepowych faktycznie znajduje zastosowanie na ulicach szkockiej stolicy?
Przypominam, że o moim blogu: the travel-book

You Might Also Like